Znaleźć dobrą żonę

Pamiętacie sprawę "pobicia na śmierć za ochlapanie wodą z kałuży"?

2020.09.17 09:53 kezu_reddit Pamiętacie sprawę "pobicia na śmierć za ochlapanie wodą z kałuży"?

Pamiętacie sprawę

https://preview.redd.it/ehdp3zh4wnn51.png?width=630&format=png&auto=webp&s=efd55f1f7f5a099511a3024b7f23c1247e79ac9d
Narrację w tej sprawie utorowały media: "Skatowany na śmierć, za ochlapanie błotem". A to Polska w pigułce. W tej sprawie widać potworność tła, na którym to wszystko się rozegrało:
  • ofiarą był ktoś, kto w lokalnej społeczności uważany był za bardzo brutalnego bandytę;
  • sprawcy nie mieli planu zatłuczenie ofiary na śmierć;
  • biorąc powyższe pod uwagę, zapewne kiedy już go zaczęli bić, to bili tak, żeby nie wstał i on ich nie zabił.
To właśnie takie m. in. niuanse, różnią "zabójstwo" od "pobicia ze skutkiem śmiertelnym". Ciężka sprawa dla sędziego. Jednocześnie woda na młyn dla takiego polityka, jakim jest obecny prokurator generalny... Także woda na młyn dla mediów...
Dziś pisze o tym wyborcza, znacznie lepiej niż w styczniu, pokazując więcej tła całej sprawy:
"21-letni Patryk to złota rączka. Nie miał stałej pracy, ale nieźle sobie radził, bo wszystko potrafił naprawić. O dziesięć lat starszego Pawła też w Bzitem wszyscy znają. Z wykształcenia mechanik samochodowy, pisał teksty dla wiejskiego zespołu ludowego, grał w nim na bębnie i udzielał się w ochotniczej straży pożarnej.
Obaj mieli dziewczyny, planowali przyszłość. Nigdy nie byli karani.
38-letni Henryk, ich sąsiad, zwykle był zamknięty w sobie, ale wystarczyła iskra, by wystrzelił. Wtedy bywał porywczy, nieobliczalny, lepiej było omijać go szerokim łukiem. Taki postrach okolicy. We wsi do dziś pamiętają, jak kilka lat temu ciężko pobił żonę. Nie wiadomo, o co poszło. Kobieta doczołgała się do samochodu i pojechała do szpitala. Przytomność straciła przed drzwiami wejściowymi. Lekarze ją uratowali. Henryk trafił do aresztu, wyrok, więzienie. Żona z trojgiem małych dzieci już nigdy do niego nie wróciła".
[...]
"Jest koniec stycznia zeszłego roku, leniwe niedzielne popołudnie. Odwilż. Paweł właśnie wybrał się z narzeczoną na spacer. Pod sklepem zobaczył znajomego złotego citroena. Wewnątrz siedział Patryk z dziewczyną. Paweł nachylił się nad otwartą szybą auta. Kumple planowali wspólny wyjazd na kilka dni.
Obok sklepu przejeżdża Henryk, wracał z cmentarza, gdzie zapalił świeczkę na grobie rodziców. W aucie siedzi Kasia.
Tu zeznania zaczynają się różnić. Według jednej wersji kierowca specjalnie z impetem wjechał w kałużę, by obryzgać błotem parę stojącą obok citroena. Inni świadkowie będą utrzymywali, że kierowca passata ominął kałużę, jadąc środkiem drogi, ale mimo to Paweł z dziewczyną zostali ochlapani.
Widząc, że za kierownicą volkswagena siedzi Henryk, Paweł wskakuje do środka citroena i obaj ruszają za passatem. Po dwóch minutach są przed domem Heńka.
Dalej zaczęło się kulturalnie. Patryk podszedł do passata i grzecznie zapukał w szybę. – Ochlapałeś nas, mógłbyś uważać – zwrócił uwagę kierowcy. Henryk z uśmiechem na twarzy zaprzeczył. To chyba zirytowało Partyka i Pawła. – Okejos. Przeprosisz i nie ma sprawy – zaproponowali. I wtedy Henryk miał wybuchnąć. – Wypad z mojego podwórza, bo was zaraz kultury nauczę – rzucił w stronę sąsiadów.
Wszystko, co działo się później, trwało 15, może 30 sekund. Przedstawione przez strony sporu okoliczności i wersje zaczynają się różnić diametralnie".
[...]
"Napastnicy trafili do aresztu jeszcze tej samej niedzieli. Patryk po czterech godzinach, Paweł po ośmiu. Zostali szybko aresztowani, zresztą mimo licznych wniosków obrońców o wypuszczenie na wolność za kratami przebywają do dziś.
Już w prokuraturze tłumaczyli, że zostali przez Heńka napadnięci, a ciosy zadali w samoobronie.
Świadczyć miały o tym wdeptane w śnieg druciane okulary Patryka, które zostały na miejscu. Napastnicy zmienili front, kiedy sąsiad zmarł. Wtedy zaczęli tłumaczyć, że rzeczywiście bili, ale tylko dlatego, by nie zostać pobitymi. – Wiedzieliśmy, kto to jest. Baliśmy się – zeznał Paweł. Potem, wraz z upływem miesięcy spędzonych w areszcie, zaczęli oskarżać się nawzajem o główny udział w pobiciu.
Do dziś śledczym nie udało się odnaleźć narzędzia zbrodni, czyli pałki/pałek. Konkubina ofiary wraz z dziećmi zeznała, że napastnicy wrzucili je do swojego samochodu i odjechali z nimi. Obrona z kolei sugerowała, że narzędzie zbrodni zostało schowane/zniszczone przez rodzinę zmarłego. Ale na to żadnych dowodów nie ma".
[...]
"Śledztwo przebiegło sprawnie. Prokuratorowi zgromadzenie dowodów zajęło cztery miesiące. Pod koniec maja Paweł z Patrykiem zostali oskarżeni o śmiertelne pobicie. Prokurator oparł się na opinii biegłych, według których zmarły otrzymał ciosy przede wszystkim w plecy i tył głowy, kiedy już leżał. Więc absolutnie nie mógł atakować. Poza tym sami napastnicy podczas zajścia nie doznali najmniejszych obrażeń.
[...] Prokurator w mowie końcowej domagał się dla Pawła i Patryka po 10 lat więzienia, czyli kary maksymalnej za przestępstwo pobicia ze skutkiem śmiertelnym, i 70 tys. zł zadośćuczynienia dla czwórki dzieci zmarłego.
Dzień przed zeszłorocznym sylwestrem zapadł wyrok. Paweł został skazany na cztery lata więzienia, a Patryk na pięć. Obaj muszą też zapłacić zadośćuczynienie dzieciom, jak chciał prokurator – po 50 tys. zł każdemu z dzieci. Czyli w sumie są winni po 200 tys.
Jeszcze tego samego dnia minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro na antenie TVP Info nie przebierał w słowach:
– Nawet gdyby przyjąć, że tutaj mamy do czynienia z pobiciem ze skutkiem śmiertelnym, to kara orzeczona jest znacząco niższa od grożącej za tego rodzaju przestępstwo. Już poleciłem swojemu zastępcy, prokuratorowi Robertowi Hernandowi, aby dokonał analizy tej sprawy i zbadał ją pod kątem zmiany oceny prawnej z pobicia ze skutkiem śmiertelnym na zabójstwo z zamiarem ewentualnym, za co grozi dożywocie. W Polsce zbyt często nadużywa się pobicia ze skutkiem śmiertelnym w sytuacji, kiedy sprawcy poprzez swoje działania musieli zdawać sobie sprawę z dużego prawdopodobieństwa, że ich brutalność i użyte narzędzia mogą spowodować skutek śmiertelny.
Łagodny wyrok jak ulał wpisywał się w stereotyp sędziowskiej „kasty” złodziei chroniących innych przestępców. Ale sędzia Paweł Tobała, który skazał Pawła i Patryka, to klasyczny przykład „dobrej zmiany” w sądach. Przez zdecydowaną większość kariery orzekał w mało znaczących sprawach w Sądzie Rejonowym w Krasnymstawie. W zeszłym roku przeniósł się do Sądu Okręgowego w Zamościu, a potem z rąk prezydenta RP Andrzeja Dudy otrzymał nominację na sędziego okręgowego. Nazwisko Tobały można znaleźć na listach poparcia kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa, które przez ponad rok tak ukrywała Kancelaria Sejmu.
Po miesiącu prokuratura odwołała się od wyroku sędziego Tobały. Śledczy z Zamościa nie zmienili kwalifikacji czynu z pobicia ze skutkiem śmiertelnym na zabójstwo. I tak jak w grudniu domagali się dla Pawła i Patryka po 10 lat więzienia.
Prokurator w apelacji szczegółowo wyjaśnił, dlaczego nie zmienił kwalifikacji czynu. Bo sprawcy udali się pod dom ofiary jedynie celem zwrócenia uwagi, bo jadąc na miejsce, nie planowali pobicia, bo rozpoczynając konwersację z ofiarą, zapukali w szybę samochodu, bo nie mieli z ofiarą zatargów, bo zadali jedynie dwa ciosy, bo nie byli karani, bo w miejscu zamieszkania mieli dobrą opinię.
Ostatniego dnia sierpnia odbyła się pierwsza rozprawa apelacyjna. Kolejną wyznaczono na listopad".
całość tu: https://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,26307603,wjechal-passatem-w-kaluze-i-ochlapal-sasiadow-nie-przeprosil.html
submitted by kezu_reddit to Polska [link] [comments]